Być może spędzasz teraz wakacje swojego życia, być może nie.
(Co to w ogóle znaczy, te "wakacje życia"?)
Osiem kilometrów, było ciepło. Było cholernie ciepło, a poza ciepłem nie było nic innego.
(Za wyjątkiem błota i ślimaków tu i tam)
Mniej więcej w połowie pojawiają się dramatyczne myśli, dlaczego w zasadzie idziesz tą drogą przez nic.
(A jednak nie wracasz, tylko ufasz towarzyszowi, że "wystarczy skręcić za tamtym drzewem", choć owe drzewo cały czas za drzewem kolejnym się chowa)
W pewnym momencie nudzi ci się ciągłe uświadamianie sobie, że ci ciepło.
(Bolą cię też nogi, rzecz jasna jak słońce)
Przez to słońce naprawdę przestajesz myśleć o tym wszystkim i jeszcze nie wiesz, że stało się coś więcej.
Coś ci się wypaliło w głowie.
(Tam w środku na szczęście)
Bo w pewnym momencie patrzysz na te nieszczęsne ślimaki tu i tam, drzewo pierwsze, drugie i dziesiąte, niebo i te leniwe wełniane kłębki na nim (tak o nich myślisz), te dziwne badyle, stojące samotnie domy gdzieniegdzie.
(W tych domach mieszkają ludzie, dlaczego?)
Im dalej idziesz, tym więcej mijasz tego wszystkiego, nikt cię nie goni, nic cię nie goni, nikt cię nie widzi, nikomu się nieświadomie nie naprzykrzasz, nie martwisz się, że jakiś biedak nagle wjedzie w ciebie samochodem, bo najzwyczajniej w świecie nie ma tutaj żadnych samochodów, i masz święty spokój.
Nastaje ta chwila, kiedy zaczynasz analizować samego siebie, od palców u nóg począwszy i na najgłębszych otchłaniach swojej głowy kończąc.
(To tam się coś spaliło, zgadza się)
Zasadniczo, to czemu tak wszystkim się przejmujesz, krążąc po swoim mieszkaniu, szykując się do wyjścia, potem krążąc po mieście, szykując się do wejście gdziekolwiek, czemu?
Bo to normalne. Z zaokrągleniu wszyscy tak mamy. W zaokrągleniu też znaczna większość ci powie, że nie obchodzi ją nic a nic, co inni o niej pomyślą i powiedzą. Podczas gdy ty wiesz, że ci, którzy powtarzają ci to przy każdej okazji, wiesz, że oni cię kłamią. Powiedzą ci to jeszcze kilka razy, żebyś się przekonał, że nie kłamią. I to jest błędne koło.
Idziesz dalej przez to nic i wychodzisz z koła. Zawsze będziesz się przejmować czymś, wiesz o tym, i nigdy nie będzie ci miło, jak ktoś będzie cię oceniał negatywnie, generalnie jak ktoś cię ocenia to jest trochę niezręczny moment, bo czymże ty jesteś, żeby cię oceniać. Ale co z tym kołem.
Poza kołem leży taki punkt, do którego jak docierasz, myślisz sobie, że wszyscy się tak bardzo przejmują przede wszystkim sobą samymi, podczas gdy w gruncie rzeczy, to oni siebie lubią, tylko co, jeśli ktoś ich czasem oceni... ale skoro wszyscy tak mają, to istnieje bardzo duży procent szansy, a nawet wszystkie znaki na niebie (te kłębki) i ziemi (ślimaki) wskazują, że wszyscy najbardziej skupiają się pod tym względem na samych sobie i oceniają siebie samych, przeważnie zresztą w ten sposób niemiły. Krytyczny. Surowy jak sam nie wiesz co (wiesz, ale za ładne masz to nic dookoła i nawet nie chce si się kląć).
Idziesz dalej, w końcu już sam nie rozumiesz nic z tego, o czym tak myślisz, ale gdzieś tam świta jakieś coś, najprawdopodobniej jest to wniosek i zakończenie tego wątku, nad którym myślisz nieświadomie dzień w dzień, to znaczy tak najpewniej jest.
Nigdy nie przestaniesz się sobą przejmować i zawsze coś będzie ci w tobie przeszkadzało.
I zawsze coś w tobie będzie przeszkadzało innym, z jakichś powodów tak to wszystko działa.
To jest wniosek.
A to jest rada:
Przejmuj się sobą jakby mniej.
Być może będzie ci trochę lżej, przynajmniej spróbuj, myślisz. Wiele osób tłukło ci już to do głowy, a ty im ze złością wewnętrznie parskałeś, że łatwo powiedzieć, a gorzej zrobić.
Być może teraz też to robisz, jasne przecież (jak to słońce).
Być może warto przejść jednak osiem kilometrów wiodące przez bliżej nieokreślone nic i nie zdając sobie sprawy przejść obejść dookoła świat (mowa o tym tak zwanym "swoim świecie").
A kto cię tam wie, do jakich wniosków dojdziesz jeszcze.
Bo fakt faktem, że milion osób może ci coś powiedzieć i tylko doprowadzić cię do niepotrzebnego szału. Albo może ci to powiedzieć na spokojnie jeden człowiek, a ty uznasz, że w sumie może warto spróbować. Tylko spróbować. A nuż fajnie będzie.
(Ty jesteś tym człowiekiem)
Generalnie to polecam.
(Wiesz, że wiesz, ale nalegam)
Mój własny człowiek zasugerował mi właśnie na mojej drodze pośród niczego, by właśnie przejmować się sobą jakby mniej.
I zrobiło się tak jakby lżej.
(Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali pierwszy post! 🌹)